W pierwszym spotkaniu 3. rundy Challenge Cup przez bardzo długi czas prym wiodły w Turcji Energetyczne. Dobrze funkcjonująca koszalińska maszynka zacięła się dopiero w końcówce zawodów. Jest czego żałować, bowiem z przewagi dwóch-trzech bramek zrobiła się strata aż siedmiu, którą odrobić będzie niewątpliwie trudno. Najwięcej krwi napsuły AZS-owi dwie rozgrywające: Asli Iskit oraz Perihan Topaloglu. Duet ten zapisał na swoim koncie łącznie aż 20 z 34 trafień. Jak powstrzymać turecki atak, musiał szybko wymyślić trener Reidar Moistad.

Początek zawodów miał niemalże identyczny przebieg jak ten z soboty. Od prowadzenia rozpoczęły koszalinianki. Gospodynie co prawda nie pozwalały na ucieczkę swoim rywalkom. Po pierwszych 6 minutach tablica świetlna wskazywała więc rezultat 3:3. Ponownie w ataku rządziła Perihan Topaloglu, która w krótkim czasie trafiła aż trzykrotnie. Przed upływem kwadransa pewną różnicę dało się jednak zauważyć, Energetyczne zdecydowanie słabiej spisywały się w ataku pozycyjnym. W efekcie, na minimalnym, ale jednak prowadzeniu pozostawały tym razem miejscowe.Od 20. minuty wynik zaczął się odwracać. Po jednej z udanie przeprowadzonych kontr na 13:10 podwyższyła Aleksandra Kobyłecka. Mylił się jednak ten, kto sądził, że AZS zacznie od tego momentu budować przewagę, tak by odrabiać straty z pierwszego starcia. Nie pozwalały na to obie wspomniane na wstępie rozgrywające Turczynek. Na 4 minuty przed przerwą tablica świetlna wskazywała wynik 15:12, który mógł biało-zielone napawać pewnym optymizmem. Duże słowa uznania należały się m.in. Izabeli Prudzienicy, która w pewnym momencie zaczęła bronić jak w transie. To m.in. jej koleżanki mogą zawdzięczać wynik 19:13 po pierwszych 30 minutach gry.

Po zmianie stron można było mieć nadzieję na to, że stratę 7 goli da się jeszcze odrobić. Należało jednak zachować skuteczność i dobrze ustawiać się w obronie, co w pierwszej połowie wychodziło całkiem nieźle. Na skrzydle szalała Dorota Błaszczyk. W 36. minucie miała na swoim koncie już 5 bramek. Ardesen zaczął bronić agresywniej, z czym AZS musiał sobie szybko poradzić. Nie do zatrzymania była Iskit. To właśnie akcja tej ostatniej sprawiła, że przyjezdne miały już tylko trzy “oczka” więcej. Widząc postawę swojego zespołu o czas poprosił Moistad. Tuż po nim Energetyczne wyszły do indywidualnego krycia. Cóż z tego, skoro prosty błąd w ataku sprawił, że zrobiło się już 22:20.

Ostatni kwadrans spotkania miał dać ostateczną odpowiedź, na co będzie jeszcze stać Akademiczki. W bramce kilka fantastycznych obron zanotowała Berna Zor. Nic więc dziwnego, że wynik coraz bardziej zbliżał się ku remisowi. Niewielką przewagę, dzięki celnie wykonywanym rzutom karnym, utrzymywała Karolina Kalska (25:23 w 47. min.). Na 8 minut przed końcem zawodów ciągle przewaga należała do Polek, ale na tamten moment było to zbyt mało (30:27 w 54. min.). Teraz już tylko jakiś cud mógł sprawić, by losy dwumeczu nagle zaczęły się odwracać. Turczynki grały wolniej, a ich akcje kończyły się dokładnymi rzutami. Kiedy do końca zostało 4 minuty w hali rozległ się gromki śpiew zwycięstwa miejscowych kibiców. Prawdziwym katem koszalinianek ponownie okazała się być ponownie Iskit (12 bramek). Wydawało się, że Energetyczne pożegnają się z rozgrywkami chociaż zwycięstwem. Tymczasem Kobra Sen wyprowadziła drużynę na 30:31. Remis po 31 dał rzut z karnego już po regulaminowym czasie Kalskiej.

Ardesen GSK – Energa AZS Koszalin: 31:31 (13:19)

Ardesen: Tas, Zor – Ozakaydin, Sen 2, Topaloglu 7/1, Gursal, Dilmac, Yazici, Yakupaglu, Burlachenko 4, Gezeroglu, Surek 1, Sakizcan 2, Gencoglu, Nikcević 3, Iskit 12/1.
Karne: 2/3.
Kary: 6 min.

Energa AZS: Kowalczyk, Prudzienica – Kalska 9/6, Kobyłecka 6, Muchocka 3, Chmiel 2, Załoga 1/1, Błaszczyk 6, Balle, Manoila, Matuszczyk 4.
Karne: 7/7.
Kary: 4 min.

Kary: Ardesen – 6 min. (Burlachenko – 4 min., Iskit – 2 min.); Energa AZS – 4 min. (Muchocka, Kobyłecka – po 2 min.).

Sędziowie: Mads Dahl Hermann i Jesper Madsen (obaj z Danii).
Delegat EHF: Fahredin Hashani (z Kosowa)

/źródło: www.sportowefakty.pl/

Pin It on Pinterest