Przed meczem pomiędzy Energa AZS-em Koszalin a Startem Elbląg wielu kibiców zastanawiało się czy wystąpi w nim Sylwia Lisewska. Rozgrywająca dość często boryka się z urazami, ale gdy tylko jest obecna na parkiecie, stanowi nie lada wzmocnienie swojej drużyny. Swoją drogą ekipę Antoniego Pareckiego zasiliła przed tym sezonem opuszczając właśnie Energetyczne. Akademiczki trapiły wówczas problemy finansowe, z którymi działacze szczęśliwie zdołali sobie poradzić.

Początek rywalizacji nie okazał się być zbyt dobry dla miejscowych. Dość powiedzieć, że swoją pierwszą bramkę koszalinianki uzyskały dopiero w 5. minucie zawodów. Myliły się też elblążanki, głównie w ataku pozycyjnym, ale pod bramką Izabeli Prudzienicy znajdowały sposób na sukcesywne podwyższanie prowadzenia. Wykorzystywały zarówno skrzydła jak i swoją obrotową Hannę Sądej. Właśnie ona trafiła na 2:6. Warto zaznaczyć, że była to już dwunasta minuta, a na koncie AZS zapisał sobie zaledwie dwa trafienia.Kibice, którzy tradycyjnie licznie gromadzą się w hali przy ul. Śniadeckich, także tym razem zachęcali swoje ulubienice głośnym dopingiem do lepszej gry. Na ten moment musieli jednak czekać wyjątkowo długo. Sytuację ułatwiło upomnienie dla Edyty Szymańskiej. Kiedy zaś rzut karny na bramkę zamieniła Aleksandra Kobyłecka, natychmiast o czas na żądanie poprosił Parecki. Ten jednak zupełnie nie poprawił sytuacji. Obie siódemki wpadły w niemoc rzutową, którą rozwiązała Joanna Chmiel. W bramce zaczęła dawać o sobie znać Beata Kowalczyk. Efekt: remis po 12 do przerwy.

Po zmianie stron obraz gry nie ulegał znaczącej zmianie. Raz trafienie zaliczały piłkarki ręczne Energi, innym razem powiększało się konto drużyny z Elbląga. Trzeba jednak zaznaczyć, że to gospodynie musiały gonić wynik co chwilę doprowadzając do wyrównania. Zawodzić zaczęła Karolina Kalska i to w rzutach karnych, które są jej specjalnością. Przy stanie 17:17 przypomniała o sobie Lisewska. Kiedy zaś ze skrzydła trafiła Katarzyna Kołodziejska można było odnieść wrażenie, że dobrze to nie wróży (17:19). Pomogła jednak Kowalczyk i Dorota Błaszczyk po raz kolejny wyrównała stan rywalizacji.

Na osiem minut przed końcem spotkania gospodynie ponownie przegrywały, ale już 19:22. Taki stan rzeczy powodował, że rosło zdenerwowanie. Biało-zielone zmuszone zaś były do szybszej gry i oddawania rzutów z pozycji nie do końca idealnych. Spowalniać tempo meczu zaczęły z kolei zawodniczki EKS-u. Ciężar utrzymania przewagi wzięła na siebie Kinga Grzyb.  Emocje zenitu sięgnęły w ostatnich minutach. Kluczowe okazały się być dwa elementy handballowego rzemiosła: skuteczność wykorzystania rzutów karnych (tutaj nie myliła się Kobyłecka) oraz gra w przewadze liczebnej (kara dla Moniki Aleksandrowicz). Dzięki obu w 59. minucie było po 23! Na 30 sekund przed końcem o przerwę poprosił Parecki. Pomylił się jednak najpierw “Lisek”, a potem Sylwia Matuszczyk. Ostatnie słowo należało do Startu, który odniósł skromne, ale bardzo istotne zwycięstwo.

/źródło : www.sportowefakty.pl/

Energa AZS Koszalin – EKS Start Elbląg : 23-24 (12-12)

Energa AZS Koszalin : Kowalczyk, Prudzienica – Kobyłecka 7, Kalska 5, Chmiel 3, Błaszczyk 3, Matuszczyk 3, Manoila 2, Fornalik, Muchocka

Kary: 2 min (Kobyłecka)

EKS Start Elbląg : Kędzierska, Sielicka – Grzyb 5, Lisewska 4, Kołodziejska 4, Waga 3, Żakowska 2, Sądej 2, Aleksandrowicz 2, Mielczewska 1, Szymańska 1, Jędrzejczyk

Kary: 8 min (Mielczewska, Żakowska, Szymańska, Aleksandrowicz)

 

Widzów: 2700 (w tym ok. 20 z Elbląga)

Sędziowali : M.Marciniak i P.Radziszewski z Wolsztyna

Pin It on Pinterest