Kontynuujemy cykl rozmów z naszymi zawodniczkami. Tym razem spotykamy się z długo związaną z koszalińskim zespołem Hanną Rycharską. Dowiemy się między innymi jak spędza czas wolny i jak udało jej się pogodzić macierzyństwo z karierą sportową.

 

  1. Dość długi czas, bo od ponad pięciu lat jesteś związana z koszalińskim zespołem. Co sprawia, że chcesz tu grać i mieszkać?

 

Hanna Rycharska: Koszalin jest tak naprawdę drugim zespołem w mojej karierze i bardzo dobrze się tu czuję. Z drużyną zdobyłam dwa brązowe medale, o których długo marzyłam. Moja rodzina tak samo jak ja dobrze się zaaklimatyzowała w Koszalinie. Syn chodzi do przedszkola, a od września pójdzie do szkoły, mąż ma pracę i także trenuje, więc niczego więcej nam nie potrzeba.

 

2.Co uważasz za największy sukces w swojej dotychczasowej karierze sportowej?

 

H.R.: Największym sukcesem jest oczywiście udział w Mistrzostwach Świata w Danii i zdobycie 4. miejsca. Oczywiście bardzo ważne są dla mnie brązowe medale, jednak granie z orzełkiem na piersi jest nie do opisania.

 

  1. Jak udaje Ci się wraz z mężem, który także zajmuje się zawodowo piłką ręczną, godzić obowiązki rodzicielskie ze sportem? Powiedziałabyś, że połączenie kariery sportowej z wychowywaniem dziecka to duże wyzwanie?

 

H.R.: Teraz, gdy mój syn ma 7 lat mogę powiedzieć, że dajemy radę, ale było czasami naprawdę ciężko. Musiałam zawozić syna do rodziców do Elbląga i wracać od razu do Koszalina, żeby zdążyć na trening. Bywało, że mąż w tym samym czasie miał mecz wyjazdowy tak samo jak ja i nie mieliśmy co zrobić z synem. Na szczęście moi rodzice bardzo nam pomagali. Często przyjeżdżała moja mama, żeby posiedzieć w weekend z Oliwierem. Teraz jest na tyle duży, że sam usiądzie na trybunach i poczeka aż skończy się mecz. Jest wielu kibiców, którzy go znają i spoglądają na niego kiedy gram. Podsumowując, było ciężko, ale mamy to już za sobą.

 

  1. Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z piłką ręczną? Czy od zawsze wiedziałaś, że to właśnie z tą dyscypliną chcesz związać dorosłe życie?

 

H.R.: Od zawsze chciałam iść w stronę sportu. Trenowałam wiele dyscyplin: tenis stołowy, pięciobój nowoczesny, tenis ziemny i oczywiście wszystkie sporty, w które można było grać w gimnazjum, ale to piłka ręczna była dla mnie chyba najbardziej ekscytująca. Zawsze byłam wysoka, wyróżniałam się spośród koleżanek. Na jednym z turniejów gimnazjady zauważył mnie trener pracujący w szkole sportowej, zaprosił na treningi z dziewczynami, które już trenowały od kilku lat i tak zostałam. Po okresie juniorskim mając 17 lat trafiłam do Startu Elbląg. Grałam tam przez wiele lat i teraz jestem już 5. sezon w Koszalinie.

 

  1. Jesteś jedną z najstarszych i jednocześnie najbardziej doświadczonych zawodniczek w koszalińskiej drużynie. Czy zdarza się zatem, że przez to młodsze koleżanki przychodzą do Ciebie po rady i wsparcie nie tylko w boiskowych sprawach?

 

H.R.: Tak, jestem drugą najstarszą zawodniczką w zespole ale nie czuję tego tak naprawdę. Wiadomo, że teraz, gdy przychodzą do drużyny dziewczyny z rocznika 2000 jestem załamana, że jestem taka stara Mamy naprawdę fajny zespół i każda sobie pomaga jak umie. Oczywiście bywa tak, że te młodsze przychodzą do mnie i pytają szczególnie o grę w obronie. To jest ważne, że przychodzą same, bo ja w ich wieku bałam się odezwać do starszych zawodniczek.

 

  1. Jak spędzasz czas wolny?

 

H.R.: W trakcie sezonu nie mam zbyt dużo czasu wolnego. Jeśli taki znajdę to oczywiście spędzam go z rodziną. Jedziemy do Milena na rybkę lub z psem do lasu. Lubię też pojechać do rodziców na wieś. Tam jest raj dla Olika i psa. Właśnie tam odpoczywam najbardziej, chyba że tata wymyśli jakieś prace porządkowe wokół domu.

 

  1. Jakie masz plany na życie po zakończeniu kariery sportowej?

 

H.R.: Zawsze chciałam prowadzić zajęcia sportowe z małymi dziećmi, więc mam nadzieję, że to się spełni. Oczywiście razem z Pauliną Tracz.

 

 

Pin It on Pinterest